Wiele razy w okresie PRL inspektorzy pracy musieli podejmować trudne i odpowiedzialne decyzje, kluczowe dla socjalistycznej gospodarki, takie jak wstrzymanie prac w danym zakładzie lub odroczenie rozruchu hut czy elektrowni.

Zdarzało się, że takie decyzje, przemyślane i uzasadnione ze względu na wykryte zagrożenia, spotykały się z oskarżeniami o tzw. „akt sabotażu gospodarczego”. Takie przypadki trafiały do specjalnych komisji ministerialnych, przed którymi inspektor musiał dowodzić swoich racji. Bywało, że sam minister przyjeżdżał na inspekcję zamkniętego zakładu, aby na miejscu przekonać się o słuszności decyzji inspektorów.

Z drugiej strony inspekcja pracy stała się wtedy w wymiarze propagandowym narzędziem władzy komunistycznej, wykorzystywanym do szybkiej poprawy warunków zatrudnienia tysięcy robotników pracujących w państwowych zakładach produkcyjnych. Miało to miejsce zarówno po wydarzeniach z marca 1968 roku, jak i po strajkach w Radomiu w 1976 roku. Za każdym razem inspekcja pracy dostawała za zadanie wzmożenie kontroli w zakładach pracy i poprawę panujących tam warunków. Po strajkach radomskich, akcja wzmożonych kontroli trwała aż dwa lata. Były one nakierowane na zaniedbane zakłady pracy, które nie skorzystały na przyspieszeniu gospodarczym rozpoczętym przez Edwarda Gierka. W tym czasie inspektorzy pracy zwizytowali przeszło 2,5 tys. przedsiębiorstw. W części z nich kontrola inspektora została przeprowadzona po raz pierwszy.

Pomimo że w latach sześćdziesiątych pracownikom technicznej inspekcji pracy udało się znacząco ograniczyć liczbę śmiertelnych wypadków przy pracy, palącym problemem stał się wzrost liczby chorób zawodowych.

O ile w 1963 roku stwierdzono 2 704 takich przypadków, to już dwa lata później, czyli w 1965 roku ujawniono ich już 3 878. Przyczyną tego był ogólny brak dbałości o standardy pracy w gospodarce centralnie planowanej. W największych zakładach produkcyjnych inspektorzy wielokrotne wykrywali przekroczenia norm oparów ołowiu czy toluenu. W kolejnych dziesięcioleciach ten problem jednak zamiast się zmniejszać – narastał. W 1981 roku lekarze zdiagnozowali przeszło 8 tys. osób, które zapadły na choroby zawodowe.